Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.
To zdanie było punktem zwrotnym w moim życiu.
Przez lata stawiałam siebie na końcu listy. Wszystko inne miało priorytet — dzieci, dom, praca.
A ja? Mówiłam sobie: „Jeszcze nie teraz. Najpierw inni.”
Brzmi znajomo?
W pewnym momencie zrozumiałam, że to „później” nigdy nie nadejdzie, jeśli sama o nie nie zawalczę.
Zaczęłam od najprostszych rzeczy — 2 minut oddechu, deski, 15-minutowego spaceru.
Potem przyszły kolejne etapy: morsowanie, bieganie, wyzwania rozwojowe, fundacja Kobieta Niezależna.
To one pokazały mi, że siła zaczyna się wtedy, kiedy działasz, mimo że nie masz idealnych warunków.
Nie czekałam już na lepszy moment. Tworzyłam go.
Największa lekcja, jaką dało mi macierzyństwo?
Że dbając o siebie – dbam też o nich.
Że moje dzieci nie potrzebują mamy idealnej. Potrzebują mamy szczęśliwej.
I dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć:
Nie muszę wybierać między byciem mamą a byciem kobietą z marzeniami.
Mogę być jednym i drugim.